poniedziałek, 17 listopada 2014

Prolog II " Normalna Rozmowa"


Mniej więcej trzy lata później...


Minęły trzy lata odkąd go poznałam. Na początku byłam tylko poirytowana. Nie wiedziałam o co mu chodzi, dlaczego tak dziwnie się zachowuję. Nie znałam go. Ale czy znam go dziś? Teraz? Po tym czasie? Nie. Znam tylko poszczególne jego cechy i wiem jaki jest do innych, jego typowe zachowanie. Wiem jak brzmi jego głos gdy jest smutny, zmęczony lub przybity, wiem jak brzmi, gdy jest wesoły i gdy jest coś co chcę ukryć, o czym chcę zapomnieć. Znam jego oczy, mój kochany las. 
A pomimo tego, nie znam go. Nie jestem jego przyjaciółką. Nawet ze sobą nie rozmawiamy. Po tych wszystkich dziwnościach, każdy z nas zamknął się w sobie. Ignorujemy się, próbujemy nie zwracać na siebie uwagi. Nawet nie potrafię tego opisać. Jednak, gdy zdarza nam się utknąć w spojrzenie drugiego, to jest odrębny świat, inna rzeczywistość. Jest tam tyle nie wypowiedzianych słów, tajemnic. Nie potrafimy ich rozszyfrować. Jednak one tam są, mimo tego, iż nie uda mi się nigdy powiedzieć, co tam się kryję. Ja nawet nie wiem co mówią moje oczy w tej chwili. To jest zagadką. Po prostu świat pomiędzy naszym światem. Świat, przestrzeń... uczuć? Przepraszam jeżeli wyrażam się bardzo nieoryginalnie lub za bardzo romantycznie, próbuje to opisać, ale to nie jest łatwe. 
Znamy się więc już trzy lata. Wiem, że został odrzucony. Wtedy każdy potrzebuje czasu. Na początku byłam strasznie niecierpliwa, ale przecież... nie o to chodzi. Ja też potrzebowałam i nadal potrzebuję tego czasu. A cały ten długo przeczekany czas staje się nieważny, od tak, jakbym nigdy nie czekała, gdy... dzieje się tak mała rzecz. Mała rzecz o której marzyłam. Ktoś może powiedzieć, że żeby coś mogło być marzeniem, to już musi być coś wielkiego. Coś prawie nie możliwego do spełnienia w realnym życiu. Czy się z tym zgadzam, no nie koniecznie. Oczywiście mogę nazwać to też "życzeniem" .. ale wychodzi na to samo. Jak wróżka w bajce mówi, że mamy trzy życzenia, to też zaczynamy wymyślać coś "dużego", coś co bez jej pomocy nie osiągnęlibyśmy od tak. Dla kogoś normalna rozmowa o przy ziemskich rzeczach może znaczyć nie wiele. Ale teraz trzeba wziąć pod uwagę, że to zależy od osoby z jaką ją prowadzimy. W sumie w ogóle nie chcę tak owijać w bawełnę, ale jakoś muszę zacząć. 
W tym dniu szłam jak zawsze do szkoły, ta sama trasa. Te same światła. Listopad. Chłodne, wilgotne powietrze... naburmuszeni ludzie idący po ulicy, jednak zwróceni do siebie. Do komórki. Każdy gdzieś gnał,  w swoim kierunku, jak zawsze... 
Niebo było szare, czarne ptaki odlatywały z gałęzi bezlistnych drzew.  Tak poetycznie się zaczyna, wcale tak jednak nie jest. To znaczy ja to zauważam, staram się zauważać codziennie. Jednak dla innych to jest coś oczywistego, dlatego... może dla innych tak poetyczny ten świat się nie wydawał. Szczególnie, że pomijam tutaj rozpędzone samochody przejeżdżające obok na ruchliwej ulicy. Na dodatek ... ten dzień to poniedziałek. Początek tygodnia.
Szłam więc, ręce w kieszeni... i nucę sobie piosenkę "All about you"- Birdy. Why is she so immature, about these things I don't want you to change around it...
Wspominając sobie jeszcze wczorajszy koncert muzyki hiszpańskiej z dodatkiem flamenco.Ta muzyka była niesamowita, ożywiła mnie niesamowicie.  Wydawało mi się dziwne, gdy skręciłam i tam na szosie stał on. Nigdy, nigdy go nie spotykałam. Przynajmniej już od bardzo dawna nie. Serce oczywiście podskoczyło mi do gardła, ale nie tak jak zawsze. Zaskoczenie było zbyt duże, poza tym... ucieszyłam się. Nie wiedziałam w tym momencie co mam zrobić, ale w środku wszystko we mnie się uśmiechnęło. Pomimo, że przecież ... "nic" się nie działo pomiędzy nami. 
Szłam dalej, ścieżką, nie zbaczając z mojej normalnej trasy. Wiedziałam że równolegle do mnie szedł on, próbowałam się więc uspokoić. Spojrzałam w niebo, uspokoiło mnie. Tak jak zwykle zeszłam z dróżki i przeszłam przez ulicę, widząc kątem oka, iż  się na niego natknę. Nie ważne, szłam dalej. Co będzie, to będzie. Tak, weszłam na chodnik i był przede mną. Zobaczył mnie i kiwnął mi głową. Normalne. Normalna ja, ta co zawsze.. po prostu zrobiła by to samo i poszła żwawym krokiem dalej,  o dziwo jednak nie zrobiłam tego. Bóg wie czemu. Ja po prostu zaczęłam rozmowę. Czułam, że mnie coś tam przytrzymuję i każe mi wypowiedzieć te proste, mało pomysłowe słowa.
- Hej, jak się czujesz?- spojrzałam wtedy w te jego oczy i oczywiście musiałam się rozpuścić. Nic nie mogłam poradzić, że tak bardzo kochałam tą zieleń i ten wyraz. Tak jak bym była w domu. W lesie. To co odpowiedział również nie było oryginalne, ale już jakiś początek. Po tak długim czasie ignorowania się, było trudno, ale przecież wszystko da się powoli przełamać. Czas zaczął inaczej płynąć. 
- Dobrze, a ty?- Co mogłam odpowiedzieć? Zauważyłam, że wyglądał na zmęczonego. Nie obchodziło mnie to, nie był modelem. Był człowiekiem. Lubiłam właśnie to, że nie wyglądał perfekcyjnie. Odwróciłam się, aby iść przed siebie. Zastanowiłam się krótko.
- Zmęczona.- stwierdziłam. W sumie, teraz po całym dniu, jest mi trudno powiedzieć, czy ta rozmowa naprawdę tak przebiegła, ale nie o to chodzi. Szliśmy więc chodnikiem, którym codziennie chodziłam do tej szkoły. Wyjątkowo nie rejestrowałam zbytnio otoczenia, nie patrzyłam się na boki. Po prostu chciałam słuchać.
- Dopiero wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że dzisiaj mamy test z historii.- powiedział. Szłam, on też.
- Oh. Ja uczyłam się tylko jakieś dwa dni, więc też nie dużo.- odpowiedziałam, w prawdzie nie jestem pewna czy naprawdę tak, ale kogo to obchodzi. To nareszcie była jakaś rozmowa od tak dawna. Czułam się dobrze, nawet spokojnie. Słowa wychodziły mi z ust bez większego namysłu. Było tak prosto z nim rozmawiać. Dziwne. Kiedyś tak łatwo nie było, ale i tak kochałam każdą tą chwilę.
- Mam jeszcze dwie godziny, jakoś dam radę.- 
- Haha. No nie wiem, tego było dosyć sporo.- 
Dobrze dotąd jeszcze pamiętam. Moja pamięć do słów trochę mnie zawodzi, pewnie dlatego, ponieważ dla mnie nie słowa były najważniejsze, tylko jego obecność. Gdy temat o teście z historii się wykończył, zaczął coś innego.
- Ten tydzień będzie dla mnie straszny. Nadrabiam matematykę, no i mamy jeszcze w piątek plastykę.- Miejcie mnie za wariatkę, ale już słyszeć jego głos, było niesamowitym uczuciem.
- Plastyka będzie łatwa. Profesorka powiedziała, że to będzie sprawdzian na którym głównie będzie trzeba rysować.-  powiedziałam, przypominając sobie co mi powiedziała pani od plastyki. 
- To by było dobre.- usłyszałam. Przechodziliśmy przez ulicę. Zadałam pytanie, na które już dawno szukałam odpowiedzi.
- Co dostałeś w ogóle na niemiecki?- zwróciłam się do niego, znów krótko na niego patrząc.Półtora tygodnia temu pisaliśmy dwu godzinne wypracowanie, wiem że bardzo się denerwował przed tym i po prostu chciałam wiedzieć co z tego wynikło.
- Dwóję.-  Ach. Ja dostałam czwórkę.
- Ale jestem dumny z tego. Dla mnie to była katastrofa, to pisanie.- powiedział. Nie wiem, ale chyba bardzo szybko szłam, tak jak teraz sobie to przypominam... w każdym bądź razie doszliśmy już do szkoły. Miałam otworzyć drzwi, ale jakoś się wstrzymałam.Nie że czekałam aż on mi je otworzy. Po prostu on chciał to zrobić i je otworzył. 
- Nie umiem pisać. Ale chciałbym umieć.- dodał.Przeszliśmy przez hol i do schodów na górę. 
Tutaj znowu nie pamiętam, nie pamiętam...dokładnie co powiedziałam na to.
- Takie pisanie opowiadań, historii...fantazyjnych.. po prostu mi nie wychodzi.- powiedział jeszcze. Szliśmy po schodach. Mój głos w środku mówił: Teraz. Możesz teraz to powiedzieć.Krótko jeszcze się nad tym zastanowiłam.
- Za to umiesz śpiewać- stwierdziłam prosto i spojrzałam w jego kierunku, gdy nic nie usłyszałam.Chyba go zatkało, a to naprawdę rzadko się zdarza. Rzadko się zdarza, że on nie wie co powiedzieć. Zaskoczenie? A może to było coś innego, niż zaskoczenie. Nie wiem, nie czytam w myślach, ale nie które rzeczy po prostu czuję. Jego wyraz twarzy w tym momencie, nie chciał mi popatrzeć w oczy. Spuścił wzrok na dół, na szare schody. Zobaczyłam jednak ten rodzaj jego uśmiech, który kocham, bo tak rzadko go widzę. Ten... wrażliwy, delikatny uśmiech. Nic już nie powiedział, tak było chyba lepiej. Szliśmy już korytarzem prowadzącym do naszej klasy. Teraz to ja coś powiedziałam. 
- Jakoś to będzie.- Nie wiem czemu  coś takiego, nie zastanawiałam się nad zbytnio. Chciałam pewnie przełamać tą ciszę. Przy drzwiach które tym razem ja otwarłam, jeszcze raz coś powiedział. Nic ważnego. Za chwilę musieliśmy wchodzić do klasy,a tam wszystko się kończyło. Bo: Ludzie. 
- Mamy jeszcze czas?- Spojrzał na zegarek. A zrobił to dlatego, że następna godzina odbywała się w bibliotece, a nie w klasie. 
- No tak, jeszcze trochę.- przytaknęłam, przypominając sobie godzinę na zegarze na ulicy. To wszystko. Otwarłam drzwi i weszłam. Tutaj już wszystko było tak jak dawniej. Nic się nie zdarzyło. Oczywiście. A w moim sercu czułam ciepło. Piękne było to uczucie wiedzieć, że udało mi się powiedzieć to co wyobrażałam sobie powiedzieć wczoraj. Piękne są niespodzianki. Bo nic nie dziej się tak jak sobie to wyobrażamy. Podobnie, ale nigdy nie tak samo. Trzeba brać i doceniać to co się dostaję, wtedy będzie trudniej znaleźć coś do narzekania. Małe  a tak wielkie. 







środa, 12 listopada 2014

Prolog "Wszechmocna Mgła"


Był wieczór. Siedziałem przy biurku i patrzyłem się przez okno na drzewa. Niebo było już ciemno-granatowe z połyskiem czegoś metalicznego. Trochę tak jak teraz się czułem. We mnie otworzyła się przepaść, straszna, bo nie była całkiem ciemna. W sumie sam nie wiem jaka ona była. Jaka ona była? Czy ty to wszystko źle zrozumiałeś? Niebo ciemne, ale nie czarne. Na skraju. Ta mgła... taka parszywa, niby niewinna, ale to trucizna. Czym ona była? Ta metaliczna mgła przedzierająca się w moim sercu, czym była na zewnątrz? Ne zewnątrz unosiła się pomiędzy wszystkim, otulała cały świat. Otulała cała mnie. Przesiąkała mnie do kości. Dziwne, ale chciało mi się śmiać. Śmiać z tej mgły, z mojej głupoty i mojego uczucia, które nosiłem tak długo w sobie. Ono się teraz przemienia. Przemienia w tą mgłę. Chcę mi się śmiać. Ale zamiast tego ... czuję ten beznadziejny przytłumiony ból. Zaciskam zęby. W mojej głowie wszystko krąży. Wszystkie te momenty, jej oczy i jej śmiech. Przyjaźń. To od początku nie była dla mnie przyjaźń. 

Jednak głupi jaki jestem i byłem, oszukiwałem się. Tak długo. No i teraz mam. Ale czy ja naprawdę ponoszę winę za wszystko? To było nie sprawiedliwe. To było podłe. Chce mi się śmiać, ale zamiast tego czuję, jak do oczów napływają mi łzy. Jednak one nie chcą spłynąć. Sprawiają tylko, że nic nie widzę oprócz zamazanych kolorów. Co za głupie łzy. Czy ona jest tego warta? Zaśmiałem się. Co za głupie pytanie. Co za beznadziejnie głupie pytanie. Tak, ale nie znałem na nie odpowiedzi. Już nic nie wiedziałem. Ta mgła mnie paraliżowała. Chciałem krzyczeć, płakać i się śmiać. Wszystko na raz. Nie, ty musisz coś zrobić. Weź się w garść. Zacisnąłem zęby, wstałem gwałtownie od biurka pokazując drzewom za oknem plecy, rzuciłem się niemal w stronę komputera. Nie myślałem co robiłem. Coś mną kierowało, ale nie byłem w stanie powiedzieć co. Po prostu... klikałem. Po prostu COŚ robiłem. Choć wiedziałem, ja jej nigdy nie zranię tak jak ona mnie. A dlaczego? Bo dla niej byłem tylko przyjacielem. Tylko. Dlatego nie ważne co bym zrobił, nie poczuję tego bólu, nie poczuję jak ta trująca, niewinna mgła rozprzestrzenia się w tobie. Nie poczuję. A pomimo tego... nie mam innego celu. Wiem, że jej nie zranię. Ale z drugiej strony wiem też, że wcale bym tego nie chciał. Tylko ... coś robić. Czymś się zająć. Przez zamazane kształty i litery jakoś zrobiłem to co chciałem. Głupie. Słabe. Dziecinne. Nic innego nie mogłem teraz.

Czułem, że nie ważne co bym zrobił, to coś by się nie zatrzymało. Po prostu... czułem wszędzie tą narastającą pustkę. Czułem jak by mi ktoś przywalił gorącym młotem w serce. Ale najgorsze było to... że wtedy nie czułem nic. Przez chwilę. Teraz powoli otacza mnie to wszystko. Ta pustka, te uczucia. Wspomnienia. Boże, za dużo tego. Za dużo. 
Ktoś pukał. Ja już dawno zsunąłem się na podłogę, głowę gdzieś pomiędzy kolonami. Ręce ... gdzie one były? Nie czułem ich. Czułem wszystko i nic. Łzy były by teraz dobre. Ale one utknęły. Nie chciały ani na zewnątrz,ani zostać w całkiem w środku. Utknęły. 
Znów to pukanie. Nie byłem w stanie się nawet ruszyć. Czułem, że jak poruszę się chociaż o milimetr to.. nie wiem. To się rozerwę. Na pół. 
Ktoś wszedł. Kroki. Ktoś przystanął. Ktoś usiadł przy mnie. Milczy. Nadal się nie ruszałem. Tylko moje usta, jakimś cudem.

- Vivi co ty tu robisz. Idź.- powiedziałem. Nic nie odpowiedziała. Szczerze, nie obchodziło mnie to. Obojętne mi było czy ktoś tu był czy nie, jak i tak tego nie czułem. Wszyscy mogli by być na księżycu, a ja miałbym to gdzieś. Nie wiem jak długo tak siedziałem, ale moja siostra nadal nie poszła. Zastanawiałem się, czy już nie zasnęła. Ale nie, wzięła wdech. Przygotowują się na bitwę z kimś, komu jest wszystko obojętne. Rzućcie mnie do piekła, do morza. Nie ważne.
- Jak się czujesz?- odezwała się. Zaśmiałem się, łkając. Moje serce zapłonęło. Jak zapałka która potarła o siarkę na pudełku. O tak. Właśnie. Niech nic nie mówi, inaczej nie będę mógł za siebie gwarantować.
- Cholernie. Idź.- powiedziałem, dając jej szansę i mi także. Niech idzie. Niech tego nie mówi. Ale ona to powiedziała.
- Tata mnie przysłał. Mam z tobą pogadać. - usłyszałem jej cichy szept.  No i koniec. Podniosłem głowę i spojrzałem jej w twarz. Miała te same zielone oczy co ja. 
- Nie ma o czym. Nie chcę.- dałem rady wydusić z siebie. Płomień jednak już pożerał mnie od środka. Mgła, niby woda... a jednak jest łatwo palna. Nie rozumiem tych wszystkich uczuć. 
- Może będzie ci lepiej jak coś powiesz...- odwróciła głową. Prychnąłem. Dobrze wiedziała, że nic by mi to nie dało. Naprawdę nie było o czym gadać. 
- Chciałbym powiedzieć dużo, ale nie chcę. Żałował bym tego, rozumiesz? Ja..- zacząłem. Cholera, przestań gadać. Opanuj się. 
- Idź. No już. Zostaw mnie. - dodałem szybko. Jednak ona złapała mnie za rękę i ścisnęła. Prawie bym od niej nie odskoczył. Ona też to zrobiła. Ona też to zrobiła, gdy powiedziała mi wreszcie prawdę. Prawdę. 
-Oli. Nie daj się. Będzie lepiej. Obiecuję. Nie jest jedyną dziewczyną na tym świecie.- ścisnęła jeszcze raz. Przez chwilę poczułem ciepło jej ręki i chciałem tak zawsze,ale nie mogłem. To nie był jej ból i nie jej problem. Nie chciałem powiedzieć jej, że ona... ona może nie była jedyną dziewczyną na świecie, ale jedyną dla mnie. Przynajmniej tak mi się wydawało. 

*
To opowiadanie  jest inspirowana prawdziwą historią. Jest to moje drugie "dzieło".
Moje własne.  Wcześniej pisałam fanfiction. Właściwie nadal je piszę, ale to jest w pełni moje. 
Chociaż tego też się nie da tak określić.
Mój jest pomysł. Moje są słowa .
A historia? Upodabnia się do życia dwóch ludzi na tym świecie. 
Chciałam tylko powiedzieć, iż nie jest to oparte na żadnej książce lub filmie. Tylko na życiu. Pozdrawiam. :)